Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Są na świecie Ludzie (przez duże L)

sobota, 31 lipca 2010 12:56
Nabawiał się kobita syfa jakiegoś wstrętnego. Łaziła po lekarzach przez tydzień. Środa upłynęła pod hasłem: szpitale wszelkiej maści.
Od czwartkowej 8 rano zacna Cichociemna z Gersona z jej jeszcze zacniejszym Rycerzem wozili mnie od szpitala do szpitala. Pilnowali żeby pod reką zawsze była woda do picia, żebym miała gdzie usiąść, Zacna warczała w rejestracjach na pielęgniarki aż w końcu do lekarza udało im się mnie wepchnąć. Sprawa została załatwiona błyskawicznie, wyszłam po paru minutach z odpowiednimi receptami i szczęśliwą aczkolwiek wciąż cierpiącą odstawili mnie pod mój krakowski adres.
Wieczorem tata wracając ze służbowych sprawunków zahaczył o Kraków i zabrał latorośl do domu.
Niestety leki jak te osły uparte działać nie chciały. Wczoraj do atrakcji dołączyła się jeszcze niepokojąco wysoka temperatura więc Johnny zapakował Królewnę na rumaka i gnali przez te pola i łąki. W czwartym z kolei szpitalu zostałam przyjęta i dowiedziałam się, ogólnie rzecz ujmując, że przesadzam i muszę jeszcze trochę poczekać na to aż lek zadziała i gorączka na pewno nie pochodzi od syfa na którego zapadło moje czułe miejsce.
Dość kurwa! Wracam do domu, do łóżeczka!
Moje rozkminki z okazji tych wypadków:
- wybór dobrego ginekologa to sprawa dalece ważniejsza i trudniejsza niż wybór męża
- bez Kasi, Marka i Kamila zginęłabym niechybnie, postawiłabym im pomnik ale nie zrobię tego bo te wstrętne gołębie by go obsrały
- krakowskie placówki poza NZOZ na Batorego (gdzie przyjmowali mnie na NFZ- żeby było jasne, nigdzie nie zapłaciłam za nic, ani na prawo, ani na lewo) będę omijała kilometrowymi kołami
- to samo tyczy się pszczyńskiej
- szpital nr 1 na Wyspiańskiego w Bielsku - Białej powinien dostać jakieś odznaczenie za zatrudnienie młodej kadry która niewiarygodnie uprzyjemnia pobyt w szpitalu i samo obserwowanie jak pomagają innym chorym sprawia że człowiek czuje się lepiej.
I to chyba tyle

A na koniec jeszcze anegdotka. Niedawno przeczytaliśmy w "Wysokich Obcasach" artykuł którego fragment przytaczam dla dalszego zrozumienia sytuacji: (Paulina Reiter: W poszukiwaniu wytrysku)
[...] Sprawność mięśni pochwy można sprawdzać na wiele sposobów. Można o to po prostu poprosić znajomego ginekologa, który w trakcie badania poleci, żebyśmy ścisnęły pochwę najbardziej, jak możemy, i zdiagnozuje nas pod tym kątem. A Sundahl proponuje 'domową metodę' polegającą na ściskaniu zwykłego banana mięśniami Kegla. I teraz moja anegdota - jedna ze znajomych kobiet, a podkreślam, że jest to osoba z dużym dystansem do siebie i poczuciem humoru, przysłała mi SMS-a następującej treści: 'Gdzie mam kupić kulki gejszy? Sytuacja beznadziejna. Nie zdałam testu banana'.

Na początku osłupiałam, ale intuicja szybko zdążyła mi coś podpowiedzieć, więc zapytałam, czy... banan był obrany. Okazało się, że nie! Trenowała na bananie w skórce. Uspokoiłam ją, że musiałaby mieć gilotynę w pochwie, żeby go przeciąć w ten sposób.


Wychodzimy ze szpitala z Johnnym i opowiadam mu o ogólnych wrażeniach po wizycie:
Betty: Jedno jest pewne, lekarz użył zdecydowanie zbyt dużego wziernika i zrobił to zdecydowanie za mało delikatnie. Siódme poty wystąpiły mi na czole z bólu a ten że mam wyluzować mięśnie...
Johnny: Z takiego bólu to pewnie zgniotłabyś banana nawet w skórce.
Betty: Banan w skórce to pestka. Krakowską podsuszaną bym zgniotła.

I zrobił przerażoną minę...

PS. Przepraszam jeśli anegdotka naruszyła czyjeś poczucie dobrego smaku.

Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tatra. Moc z charakterem

niedziela, 18 lipca 2010 9:37
Wczoraj spotkałem starą paczkę kumpli na szkolnym boisku. Zagraliśmy mecz, wypiliśmy Bystrzankę pomarańczową i umówilśmy się na piwko przy ognisku. Ok. godz 21 przed samym wyjściem przyszła nawałnica z niebnymi fleszami no ale cóż, słowo się rzekło. Zabraliśmy prowiant, wór drzewa, narzędzia i wyruszyliśmy nad rzekę Białkę. Po przedarciu przez chaszcze z towarzyszącym nam lekkim prysznicem z nieba rozpaliliśmy ognisko na kamienistej wysepce. Dobrze nam się siedziało do czasu gdy szum wody zaczął wzrastać wraz z poziomem rzeki. Mieliśmy 2 min. na ewakuację. Po tym czasie moglibyśmy już się kąpać. Z powodu niezbyt długiej imprezy postanowiliśmy przedłużyć ją pójściem na stadion piłkarski. Pod budką kibiców rozpalilśmy kolejne ognisko (całe szczęście że był dach bo rozpadało się konkretnie). W miłej atmosferze dokończyliśmy konsumpcję prowiantu. Na powrót do domu sprawdziliśmy czy dróżnik kolejowy śpi czy czuwa na stanowisku ... ]:-| ]:->

Aneks do wpisu:

Czy ja wspomniałem o pier**** kopruchach czyli komarach ?!

Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

Johnny przy głosie

wtorek, 06 lipca 2010 20:34
Przedstawiam  scenkę z życia sesji UJętą przez Johnnego:

Johnny: Kochanie ? Jak tam - nauka ?
Betty: KURCZAKI ( =P ) Muszę się uczyć na ten KURCZAKOWY egzamin bo jak nie zdam to nie pojadę do Izraela
Johnny: To co ? jak nie zdasz egzaminu to nie będziesz mogła pojechać ?
Betty: Nie no, pojadę. Tylko taką karę sobie wymyśliłam.

 I nie zdała.  

**************


Siedziałem sobie z wujkiem i jego kolegą w górach i wujek duma:

Wujek: Ale tu jest fajnie w ogóle nie ma komarów. Nie to co u nas w mieście. Ostatnio jak chciałem zawiązać buta na pieńku to NORMALNIE nie dało się.
Kolega: To co miałeś tyle komarów w butach ?!
Wujek: (po krótkim namyśle, melodyjnie) Nieeee, komary bez butów. 


Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Oj... coś się zesra!

piątek, 02 lipca 2010 16:47
W zeszłą sobotę znalazłam na bardzo miłym portalu mieszkanie na Rakowickiej - 50m2, 2 pokoje, kuchnia, łazienka, przedpokój, wyposażone i za 700 zł + prąd i woda. Przeszukałam całe ogłoszenie.
Gdzie jest kruczek, no gdzie?!
Umówiłam się na oglądanie na wczoraj. Miła i bardzo nowoczesna, a jednocześnie konkretna staruszka oprowadziła mnie po lokum. Wypytałam o wszystko, szukałam tego haczyka ale ciągle znaleźć nie umiałam. Więc co? Mieszkanie dla panienek P. (czyli dla mnie i mojej siostry) wzięłam. Poszło nadzwyczajnie szybko, miło i tanio.
A zatem odliczam dni do końca września czyli do kiedy trzyma mnie umowa na starym mieszkaniu i opuszczam Prokocim.
Jedno z głowy.

W poniedziałek mam egzamin którego nie wolno mi oblać. Nie żeby mnie jakoś mocno piłowało moje poczucie sukcesu mierzone ilością egzaminów w sesji poprawkowej we wrześniu. Piłuje mnie co innego. Przedwczoraj zadzwonił telefon. Numer nieznany z kierunkowym krakowskim. Może być z pracy...
odbierać? nie odbierać? hmm?
Raz Betty śmierć! Odbieram.

Odzywa się dr D. - biblista z mojej katedry. Upewniwszy się że ma do czynienia ze mną we własnej osobie oznajmuje że dzwoni w sprawie jak najbardziej służbowej.
Cholera, przegapiłam jakiś termin?!
Nie zapłaciłam za coś?!
Obraziłam kogoś publicznie?!

Doktorek spokojnym głosem poinformował mnie o wolnym miejscu na objazd naukowy w Izraelu we wrześniu. Zainteresowanych wyjazdem obchodzi tylko cena biletu lotniczego gdyż resztę funduje Uniwersytet w Ariel. Tylko trzeba się zdecydować błyskawicznei bo on za godzine wysyła listę uczestników. Więc ja równie spokojnym głosem odparłam, że chcem ale nie mogem gdyż w sesji poprawkowej mam już 2 egzaminy. Pan powiedział, że mu przykro i się rozłączył. Po czym pomyślałam:
Kurwa!
Zadzwoniłam do taty i pytam czy mnie wspomoże z tym biletem jakby mi się nie udało odłożyć sumki w września. Przyklasnął. Johnny przyklasnął jeszcze głośniej. No to zadzwoniłam do doktorka i mówię, że jednak jadę. Po czym dowiedziałam się że jedzie też mój promotor (któremu nie oddałam jeszcze ani jednego rozdziału pracy którą mam obronić we wrześniu). Ale kichał to.
LECĘ DO IZRAELA !!!!!!!!!!!!!!

To skraca moją sesję poprawkową do 4 dni. Więc już nie mogę sobie pozwolić na dodatkowe atrakcje egzaminowe.
Zaczynam zakuwać! A jak zdam ten XIX wiek to szukam roboty.

Obawa jest jedna. Coś się to za dobrze wszystko ostatnio udaje. A zatem pewnie niedługo coś się zesra. Raz a porządnie.


Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Gorący sezon

piątek, 25 czerwca 2010 21:17
Drodzy

Nie ustawiłam zasieków; namiotu zamykanego na klucz też nie. A już na pewno nie zorganizowałam tu getta (jak to Johnny zgrabnie określił). Zatrudniłam Sfinksa. Niedużo trzeba mu płacić, właściwie nic, pilnuje wejścia z zagadką - udzielający poprawnej odpowiedzi wchodzą, dziewice nie znające hasła zostają pożarte i w ten prosty sposób mamy z głowy wikt ;-)

Przyczyną sprawy stał się wyciek bloga do rzeczywistości otaczającej szanowną Betty w mej własnej osobie. Absolutnie nie przeszkadzała mi obecność bliskich, których sama blogiem poczęstowałam ale, na jajo koguta! ludzie z pracy namiętnie zatapiający się w lekturze to już za wiele!
Rozwiązanie raczej jest tymczasowe ale póki co, trzeba Sfinksowi odpowiadać i basta.

Czas sesji mocno daje się we znaki. Główne objawy choroby to wizje morderczych czynów dokonywanych na osobach które w kółko o sesji gadają, odliczają egzaminy do końca, mówią, że nic nie umieją lub opowiadają jakie ich życie jest w ogólności straszne (powódów do tego nie posiadając wcale a wcale).
Ponadto stanęłam przed koniecznością znalezienia nowego mieszkania. Na początku maja sytuacja mieszkaniowa się skomplikowała dość mocno. Jedna z współlokatorek dała słowny upust emocjom, które towarzyszyły całej reszcie względem, powiedzmy Margolci, i owa Margolcia powiedziawszy zdecydowanie zbyt wiele tamtej feralnej nocy, napaskudziła tak, że pierwszy raz w życiu z kimś nie gadam. Trwa to już drugi miesiąc a dziewczę mimo milczenia krew ciągle psuje. Najpierw dziewczyny myślały, że konsekwentnie oczekując na przeprosiny zachęcą Margolcię do wyprowadzki, gdyż znaną jest z tego że przepraszać nie potrafi. Ale zonk, Margolcia oświadczyła, że się nie da bandzie łysego (czyli 3 na 1).
Więc sesji towarzyszy jeszcze grzebanie w ogłoszeniach. Poza tym w związku z wakacyjnym odejściem wszystkich moich uczniów, których douczałam angielskiego a także z odejściem zajęć na uczelni, cierpię na nadmiar czasu i niedomiar forsy. Czas poszukać pracy na cały etat która pozwoli na użycie odrobiny wakacji...

Sezon
-kolportowania CV
-zmagania się z rozmowami kwalifikacyjnymi
-odpowiadania na 100 pytań właścicieli mieszkań
-negocjowania
-ogólnie pojętego mataczenia

uznaję za otwarty!

Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 31 lipca 2010

Licznik odwiedzin:  11 543

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O nas

My name is Boop, Betty Boop. And my name is Johnny Bravo, yyyy... Johnny Bravo.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 21.03.2010 18:16:04
  • autor: hurghada35
  • treść: Byłam , zobaczyłam a...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 11543
Wpisy
  • liczba: 68
  • komentarze: 369