Nabawiał się kobita syfa jakiegoś wstrętnego. Łaziła po lekarzach przez tydzień. Środa upłynęła pod hasłem: szpitale wszelkiej maści.
Od czwartkowej 8 rano zacna Cichociemna z Gersona z jej jeszcze zacniejszym Rycerzem wozili mnie od szpitala do szpitala. Pilnowali żeby pod reką zawsze była woda do picia, żebym miała gdzie usiąść, Zacna warczała w rejestracjach na pielęgniarki aż w końcu do lekarza udało im się mnie wepchnąć. Sprawa została załatwiona błyskawicznie, wyszłam po paru minutach z odpowiednimi receptami i szczęśliwą aczkolwiek wciąż cierpiącą odstawili mnie pod mój krakowski adres.
Wieczorem tata wracając ze służbowych sprawunków zahaczył o Kraków i zabrał latorośl do domu.
Niestety leki jak te osły uparte działać nie chciały. Wczoraj do atrakcji dołączyła się jeszcze niepokojąco wysoka temperatura więc Johnny zapakował Królewnę na rumaka i gnali przez te pola i łąki. W czwartym z kolei szpitalu zostałam przyjęta i dowiedziałam się, ogólnie rzecz ujmując, że przesadzam i muszę jeszcze trochę poczekać na to aż lek zadziała i gorączka na pewno nie pochodzi od syfa na którego zapadło moje czułe miejsce.
Dość kurwa! Wracam do domu, do łóżeczka!
Moje rozkminki z okazji tych wypadków:
- wybór dobrego ginekologa to sprawa dalece ważniejsza i trudniejsza niż wybór męża
- bez Kasi, Marka i Kamila zginęłabym niechybnie, postawiłabym im pomnik ale nie zrobię tego bo te wstrętne gołębie by go obsrały
- krakowskie placówki poza NZOZ na Batorego (gdzie przyjmowali mnie na NFZ- żeby było jasne, nigdzie nie zapłaciłam za nic, ani na prawo, ani na lewo) będę omijała kilometrowymi kołami
- to samo tyczy się pszczyńskiej
- szpital nr 1 na Wyspiańskiego w Bielsku - Białej powinien dostać jakieś odznaczenie za zatrudnienie młodej kadry która niewiarygodnie uprzyjemnia pobyt w szpitalu i samo obserwowanie jak pomagają innym chorym sprawia że człowiek czuje się lepiej.
I to chyba tyle
A na koniec jeszcze anegdotka. Niedawno przeczytaliśmy w "Wysokich Obcasach" artykuł którego fragment przytaczam dla dalszego zrozumienia sytuacji: (Paulina Reiter:
W poszukiwaniu wytrysku)
[...] Sprawność mięśni pochwy można sprawdzać na wiele sposobów. Można o to po prostu poprosić znajomego ginekologa, który w trakcie badania poleci, żebyśmy ścisnęły pochwę najbardziej, jak możemy, i zdiagnozuje nas pod tym kątem. A Sundahl proponuje 'domową metodę' polegającą na ściskaniu zwykłego banana mięśniami Kegla. I teraz moja anegdota - jedna ze znajomych kobiet, a podkreślam, że jest to osoba z dużym dystansem do siebie i poczuciem humoru, przysłała mi SMS-a następującej treści: 'Gdzie mam kupić kulki gejszy? Sytuacja beznadziejna. Nie zdałam testu banana'.
Na początku osłupiałam, ale intuicja szybko zdążyła mi coś podpowiedzieć, więc zapytałam, czy... banan był obrany. Okazało się, że nie! Trenowała na bananie w skórce. Uspokoiłam ją, że musiałaby mieć gilotynę w pochwie, żeby go przeciąć w ten sposób.Wychodzimy ze szpitala z Johnnym i opowiadam mu o ogólnych wrażeniach po wizycie:
Betty: Jedno jest pewne, lekarz użył zdecydowanie zbyt dużego wziernika i zrobił to zdecydowanie za mało delikatnie. Siódme poty wystąpiły mi na czole z bólu a ten że mam wyluzować mięśnie...
Johnny: Z takiego bólu to pewnie zgniotłabyś banana nawet w skórce.
Betty: Banan w skórce to pestka. Krakowską podsuszaną bym zgniotła.
I zrobił przerażoną minę...
PS. Przepraszam jeśli anegdotka naruszyła czyjeś poczucie dobrego smaku.
Podziel się:
komentarze (1) | dodaj komentarz