Kupił sobie kiedyś młody człowiek samochód. Cieszył się bardzo bo długo zbierał na ten zakup. Odkładał pieniądze skrupulatnie, oglądał różne modele w Internecie i w czasopismach motoryzacyjnych. Ale gdzieś tam kiedyś w głębi serca podjął decyzję że kupi sobie mercedesa. No i w końcu kupił. Obiecał sobie że będzie jego jedynym właścicielem. Będzie o niego dbał, będzie jeździł ostrożnie i póki starczy im obojgu żywota będzie jeździł tym swoim wymarzonym wyczekanym mercedesem. Znajomi mówili mu żeby nie zakładał że tak będzie bo przecież samochody się psują a jeździć może ostrożnie i nic to nie da jeśli spotka na drodze jakiegoś nieodpowiedzialnego wariata. Jednak chłopak nic sobie nie robił z tych uwag. Wiedział że jest w stanie zadbać jak najlepiej o auto.
Więc ktoś zaproponował mu żeby chociaż ubezpieczył samochód od niebezpiecznych wypadków. Przyznał, że myślało tym kiedyś, jeszcze przed dokonaniem zakupu. Ubezpieczył auto. W końću to nic nie zmienia a w razie wypadku będzie to jakiś sposób na szybsze wykaraskanie się z opałów. Wiedział że ta decyzja jest rozsądna. Może i ubezpieczenie nie zagwarantuje mu zdrowia, ani nie zagwarnatuje mu że do wypadku nie dojdzie no ale z ubezpieczeniem zawsze lepiej niż bez, no nie?
I tak wkradła mu się myśl między zwoje o tym że może nie będzie jednak jeździł tym samochodem spokojnie i szczęśliwie bo ulicach i bezdrożach. Może na prawdę kiedyś przydarzyć się jakoś tragiczny wypadek... A co wtedy? No jak to co? Dostanie pieniądze. Ale po co mu one skoro nie będzie mógł np. chodzić. Już do końca życia.
I tak sobie rozmyślając pewnego dnia podczas pokonywania kilometrów do pracy nie zauważył wyjeżdżającego z zatoczki autobusu. Nie było już czasu na hamowanie, chciał go ominąć. Doszło do zderzenia czołowego z nadjeżdżającym z naprzeciwka fordem. Ponieśli śmierć obaj: chłopak i mercedes. I jeszcze ucierpiał niczemu nie winien kierowca forda.
Morał:
Nie wbijamy klina w nasze zaufanie i nie podpisujemy intercyzy bo w ostatecznych skutkach może nas ona przed niczym nie obronić. Myślimy o sobie w kategoriach: jedność, nierozerwalność i wieczność bo to sobie przysięgaliśmy (sobie i Bogu na dodatek) a podpisanie tego dokumentu wskazywałoby na to że nie myślimy o sobie w żadnej z nich. Być może udajemy teraz mądrzejszych niż cały świat ale taka jest nasza bardzo świadoma decyzja. Zamykamy oczy i z jak najlepszymi nadziejami puszczamy się w tę jazdę bez trzymanki, trzymając się tylko siebie.
Nie wychodzimy gdyż w żadne pajęczyny się nie uwikłaliśmy.
Dla domagających się raportu z życia małżeńskiego kreskówek:
Otrząsnęliśmy się już z szoku, który wynikał z tego że cały świat nas oszukał wmawiając że pierwsze miesiące po ślubie to cud miód i orzeszki. Tylko jedna jedyna osoba powiedziała prawdę (choć odrobinę przegięła) twierdząc że najgorsze jest pierwsze pięć lat, bo później to już z górki.
U nas było pod górkę przez pierwsze 3 miesiące i w końcu doczekaliśmy się tych miodowych dni. Być może wynikało to z tego że Johnny pomylił ślub z castingiem na gosposię domową, może z tego że Betty (nie wiedzieć czemu) założyła że po przeprowadzce na nowe miejsce wszystko "jakoś się ułoży" w ciągu tygodnia. Tak czy inaczej te problemy zostały zażegnane w dość sporej części.
Betty znalazła pracę, nowych znajomych, drugą pracę - za totalne friko ale przynajmniej dającą satysfakcję a Johnny odkrył w swojej żonie przez jakiś czas uśpioną pasję i energię. Oboje po powrocie do domu gotują obiad i mogą opowiadać co ciekawego się wydarzyło.
Czasami się głupio kłócą.
Jedno jest pewne: odzyskali równowagę. Czasami tą równowagą zachwieje gorszy dzień w pracy, a czasami dyskusja o potomkach ale stoją prosto. Mają swój własny domowy wszechświat w który nikt się mocno nie wtrąca, wtrącający się troszkę zostali spacyfikowani i odseparowani (o dziwo, nie o rodzicach tu mowa...).
Jeszcze jakichś informacji głodni?
Już jutro Wigilia. W całym przedświątecznym ferworze było tylko kilka osób które oddychały świętami i próbowały napawać tym innych. Pierwsza z nich to moja żona która wzięła się do przygotowywania już miesiąc wcześniej. Ręczne wykonywanie świątecznych bombek, robienie prezentów, stroików, wieńca na frontowe drzwi to tylko niektóre z rzeczy zapału świątecznego. Druga osoba to sąsiąd który z daleka od płotu wrzeszczał " Życzę Ci wesołych świąt " mimo tego, że przez cały rok nie mam okazji z nim porozmawiać. Trzecia z nich to sprzedawcy chińskich wspaniałości którzy zachęcali do kupna przyciągając klienterę świątecznymi piosenkami. (Jak sobie wspomne te biedne panie kasjerki które zahipnotyzowane piosenką Last Christmas przez 8 godz. same śpiewają pod nosem wbrew swojej woli to myślę, że powinny pracować za podwójną stawkę.) Poza tym często słyszałem od ludzi że w ogóle nie czują świąt. Według ich opinii głównym powodem był brak śniegu i chłodu ale też praca, często bez świątecznych dodatków, bonusów itp.
Dopiero dziś nastąpił jakiś przełom. W pracy luźna atmosfera, firma wysprzątana i przygotowana do rozpoczęcia nowego roku. Dużo ludzi wyszło wcześniej do domu aby pomóc w przygotowaniach lub wyjeżdżali do rodziny na wigilię. Rodzina sąsiadów która zazwyczaj bywa na rozjazdach jest razem.
Życzę wam pozytywnych przełomów :) Wesołych Świąt.
Po powrocie z podróży poślubnej, coby z nudów w tym małym miasteczku (chociaż i to już chyba zbyt wiele powiedziane) nie zdechnąć i coby było za co remontować dom zabrałam się za szukanie pracy. Szukam szukam i szukam i okazuje się, że jak się oryginalne studia skończyło to i wyjątkowo trudno o pracę w fachu. O pracę w której jakoś specjalnie fachu nie trzeba mieć, też niełatwo.
Nowe to doznanie dla mnie bo wcześniej byłam przyzwyczajona w posadach przebierać jak w ulęgałkach. No i tu się kłania urok przeprowdzki z dużego miasta. Podobało mi się mieszkanie tutaj dopóki nie szukałam dla siebie zajęcia.
Lekko kwaśna sytuacja się robi. Bo niecierpliwca się oboje w związku z tym szukaniem nabawiliśmy. Jednak jeszcze nie doszło do otwarcia ognia. Szczerze powiedziawszy tylko oczekuję na to aż mąż wybuchnie że nic nie robię a później ja wybuchnę że nigdy nie chciałam się tu przeprowadzać i tak będziemy sobie skakać do gardeł dopóki dopóty praca się nie znajdzie.
Wsi spokojna, wsi wesoła...
Wśród ślubnych życzeń znalazły się słowa, które zapamiętam do końca życia: "Szanujcie swoje marzenia".
Od dzieciństwa Johnny szalał za motocyklami. Mimo, że nigdy (przyanjmniej od kiedy się znamy) nie oglądał meczu w telewizji to doskonale wiem co czuje każda kobieta, która próbuje się dobić do świadomości kibicującego chłopa bo dokładnie w takie same podróże w inny świat wybierał się mój, za każdym razem kiedy przeglądał ogłoszenia motoryzacyjne.
Długo odkładał na ten cel ale zza zakrętu wyskoczyło uregulowanie spraw majątkowych w rodzinie i jednym ruchem nie dość, że spłukało całe nasze dotychczasowe odkładanie to jeszcze zmusiło do kredytu.
Zaraz po ślubie wydaliśmy część pieniędzy na naglące sprawy domowe a z pozostałej części kazałam Johnemu odłożyć w bezpieczne miejsce pewną sumę na jego wielkie marzenie.
Przyznam szczerze że nie było łątwo zdecydować czy pozwolić Johnnemu za nasze prezenty ślubne kupić latającą trumnę (jak to mówi moja mama) czy jednak sprawić nową kuchnie... Jednak pomyślałam, że zrobiłabym krzywdę nam obojgu gdybym zabiła we włąsnym mężu jego pasję. Nie wiem czy jeżeli kiedyś moje marzenia będą wymagały od Johnnego poświęcenia czegoś to to zrobi. A jeżeli tak, to czy zrobi tak z szacunku do nich czy dla wyrównania motocyklowego długu. Wiem natomiast, że stawiając pierwsze kroki jako żona w tej działce spisałam się dobrze. Może moje obiady są tragiczne a porządek w domu pozostawia czasami wiele do życzenia ale uszanowałam marzenie mojego męża.
piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 16 583 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
My name is Boop, Betty Boop. And my name is Johnny Bravo, yyyy... Johnny Bravo.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: